"First Album” to świetnie skomponowana przez lidera i zagrana przez cały zespół płyta. To kompozycje pełne energii, ale przede wszystkim pewności pomysłu i celu. Taka pewność u debiutanta to cecha właściwa największym geniuszom. Jeśli ktoś wydaje tak dojrzały debiut, strach pomyśleć, jak będzie brzmiał „Tenth Album”. Obawiam się, że może zmieść z powierzchni ziemi wiele amerykańskich jazzowych kwartetów z najwyższej półki. Gdybym nie wiedział, że to album debiutanta z Krakowa, pomyślałbym, że nagrali go rutynowani amerykańscy muzycy ze sporym studyjnym doświadczeniem.

-Rafał Garszczyński

Trzeba przyznać, że muzycy ustawiają poprzeczkę ponad przeciętne wyobrażenie, czym staje się dzisiejsza muzyka improwizowana, nastawiona przede wszystkim na oryginalność emocji, które mają wyróżniać twórcę spośród wielu innych postaci.

-Piotr Bielawski

Trzeba powiedzieć wprost: w przypadku ''First Album'' mamy do czynienia z płytą, której tytuł zaskakuje już po wybrzmieniu pierwszych dźwięków docierających do nas z bardzo estetycznie wydanego srebrnego krążka. Niezwykle rzadko bowiem, mimo ogromu docierających do nas płyt młodych artystów, mamy do czynienia z tak dojrzałym i dopracowanym pod każdym względem debiutem fonograficznym. Doskonały album. Po prostu. Zdumiewa natomiast fakt, iż doprawdy mamy do czynienia z debiutem, a główny sprawca tego zamieszania ma zaledwie 26 lat. To jest właśnie Siła Młodego Polskiego Jazzu!

-Robert Ratajczak

"First Album” to płyta dojrzała i wymagająca. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Zebrane kompozycje, autorstwa samego Płużka, reprezentują bardzo wysoki poziom i ugruntowują jego renomę, jako inteligentnego lidera i kreatora. Wyrazem owej kreacji, jest przede wszystkim bardzo bogaty język muzyczny, którego fundamentem jest zróżnicowana emocjonalnie kolektywna improwizacja. Wygenerowane dźwięki są autentyczne, co więcej – oddając nastrój właściwy życiowym „inspiracjom”, pozwalają uwierzyć w szczerość artystycznej wypowiedzi. Płużek aktywizuje mentalnie słuchającego. Dając szansę przeżycia swojej twórczości, umożliwia mu wejście do świata uczuć, zadumy i wrażeń. Trzeba jednak powiedzieć, że nie jest to płyta smutna, melancholijna. Wręcz przeciwnie, „First Album” niesie ze sobą wielki energetyczny ładunek. Mniej tu liryzmu, znacznie więcej żarliwej energii, ekspresji i wielkiej radości grania.

-Souljazz.pl

Pan Kuba mógłby zmienić nazwisko na Pług, bo ilość nut i emocji, jaki potrafił zagarnąć i wrzucić na swą pierwszą autorską płytę jest naprawdę ogromna. Aż roi się tu od melodii „melodyjnych inaczej”, idących bokiem, pod włos tradycji, a jednocześnie nie uciekających od niej kompletnie, dzięki czemu łatwo przyswajalnych. Choć nie zawsze łatwych. Często obolałych, cierpiących, miotających się gdzieś pomiędzy nerwowością wynikającą z niepewności, a rezygnacją i smutkiem. Za to mocno osadzonych w rytmie, a do tego wspartych przez trio (fortepian-kontrabas-perkusja) lub kwartet (z saksofonem), które grają z niesamowitą energią, werwą i żywiołowością. Panowie są wręcz nieprzyzwoicie zachłanni w ilości prezentowanych dźwięków, a do tego nie dają się krępować gatunkowymi więzami: pięknie wyciągają wnioski z klasyki, ale i nieźle bujają, dorzucają bluesowe akordy, albo rzucają się we freejazzową improwizację.

-Łukasz Wawro

Fantastyczne, dojrzałe granie, nie oglądające się na mody i przepisy na sukces. Sięgające do źródeł jazzowej filozofii, a zarazem bardzo nowoczesne w swej potrzebie przemawiania własnym głosem

-Tomasz Janas („IKS”)

Niniejszej płyty trzeba posłuchać bo: to zdecydowanie jeden z najbardziej spektakularnych debiutów autorskich ostatniej dekady, bo wizja twórcza lidera wykazuje, że nie z jednego garnka w muzycznej kuchni jadł, stąd sama muzyka wykracza zdecydowanie po za sztywne granice jazzu, wprowadzając nas często w baśniowy świat swobodnych harmonii („UserFriendlyTune” – perła albumu), muzyki która wręcz granic nie uznaje, bo „First album” nie nosi stygmatu płyty, która musi się wszystkim podobać, nie niesie też z sobą lęku „a co będzie, jak się nie spodoba”, i to chyba główny atut gry Płużka i jego kompanów. Oni nie dbają o tani poklask, nie mizdrzą się dźwiękami szukając akceptacji za to wiedzą, że ta akceptacja przychodzi z każdą nutą na tej płycie, albumie dopracowanym, dopieszczonym i – co chyba oczywiste – noszonym w głowie i sercu od lat.

-Piotr Iwicki

Debiutancki „First Album” Kuby Płużka spokojnie można postawić obok dokonań amerykańskich muzyków z pierwszej jazzowej ligi. Ten 25-latek komponuje jak jazzman, który przed chwilą nasłuchał się naraz starego dobrego rhythm’n'bluesa i Schönberga. (…) Pokora debiutanta? Granie z „pewną taką nieśmiałością”? Nic z tych rzeczy, zgodnie z reputacją człowieka, który wyleciał ze szkoły muzycznej za bezczelny żart rzucony nauczycielom na egzaminie. Płużek już w otwierającym płytę „Ciążowniku” pokazuje pazury i niczym paw rozwijający ogon demonstruje, na ile go stać. Z impetem prowadzi dynamicznie sunący naprzód kwartet, wspaniale swinguje, proste, groove’owe granie nie przeszkadza mu w gmatwaniu i rozsupływaniu fraz, korzenny feeling łączy z zamiłowaniem do igraszek z rytmem i harmonią, które lekko wykoleja na granicach muzycznych zdań. Chwilami brzmi jak jazzman, który przed chwilą nasłuchał się naraz starego dobrego rhythm’n'bluesa i Schönberga. W fotel wciska energia, jaka bucha znad fortepianu i z jaką dmucha w saksofon tenorowy Marek Pospieszalski. Jego płomienne wejścia i solówki sprawiają, że chwilami to on jest na tym albumie pierwszoplanowym bohaterem. „First Album” to jak dotąd żelazny kandydat do miana jazzowego debiutu roku.

-Jędrzej Słodkowski („Gazeta Wyborcza”)

To w pełni autorska muzyka Kuby Płużka. Czystą przyjemnością jest słuchanie jego nieogranych, niestandardowych, dalekich od jazzowego szablonu improwizacji. To muzyka szorstka, ale dynamiczna, pełna dysonansowych, atonalnych wręcz brzmień (zwłaszcza gdy do zespołu dołącza [saksofonista] Marek Pospieszalski, utrzymana w mocno pulsującym rytmie, który wręcz porywa z miejsca.

-Tomasz Handzlik